Jechałyśmy około dwóch godzin. W czasie drogi nie nudziłam się. Już Ronnie o to zadbała. Kiedy jej powiedziałam, że brat Jane ma syna od razu dostała świra.
-Ciekawe czy jest przystojny.- wciąż powtarzała. - A jeśli to kujon ?-Ja tylko kręciłam głową nad głupotą mojej kochanej przyjaciółki.Przecież nieważne czy to ciacho czy nie, to mój kuzyn. Mam nadzieję, że chociaż te córki Yasira będą w porządku.
Zatrzymałyśmy się pod dużym beżowym domem przed którym stała jakaś mała dziewczynka. Wszystkie trzy wysiadłyśmy z samochodu,a ja przybrałam minę groźnej laski. Przeszłyśmy przez ogrodzenie, ominęłyśmy dziewczynkę która pobiegła tuż za nami i Jane donośnie zapukała w drzwi. Usłyszałyśmy głos jakiejś kobiety, która wołała chyba córkę albo kogoś tam.
- Safaa ! No gdzie jest ta dziewczyna, zawsze się gubi. - mogłyśmy się domyśleć, że chodziło o czarnowłosą dziewczynkę za nami.
- Hej ty jesteś Safaa? - zapytała Ronnie.
- Yhyy. - odparła czarnowłosa i pobiegła do domu zostawiając nas przed drzwiami. W końcu się wkurzyłam, kopnęłam drzwi i weszłam do środka. Znalazłam się w obszernym korytarzu z nowoczesnymi dekoracjami typu, doniczki z wysokimi kwiatkami. Komody i ogromne lustro w pozłacanej ramie. Podeszłam do niego i zaczęłam się przeglądać. Robiłam dziwne miny i pozy w końcu usłyszałam cichy śmiech za sobą. natychmiastowo się odwróciłam i znów widziałam tą czarnowłosą dziewczynkę - Safaa'ę.
- Won stąd. - powiedziałam.
- To lustro Zayna będzie zły. - odparła Safaa dalej chichocząc.
- Emmm. Aha ? - rzekłam i zajrzałam za przetwarte drzwi wejściowe. Veronici i cioci tam nie było.
- One poszły do salonu, choć. - powiedziała Safaa i pociągnęła nie za rękę.
*Oczami Petera*
Żeby szybciej dotrzeć do dziewczyn postanowiłem pojechać MPK-iem. Wypadłem z pojazdu i pobiegłem w stronę dworca PKP. na określonym odcinku drogi siedziały już Pezz i Jade.
- Hej. - przywitałem się wyciągając z plecaka towar. Pierwsza chwyciła to Perrie później dopiero Jade.
- A gdzie Ronnie?- zapytałem. Wreszcie to moja ukochana dziewczyna. Musiałem wiedzieć co się z nią dzieje.Po tym jak obie pokręciły przecząco głowami spróbowałem się do niej dodzwonić. Niestety bez skutku. Próbowałem jeszcze parę razy, ale niestety również bezskutecznie. Westchnąłem ciężko i zabrałem się za gadanie z przyjaciółkami.
*Oczami Angeliny*
Safaa ciągnęła mnie na chama chyba do salonu. Miałam ochotę jej przypierdolić ale się opanowałam. Weszłyśmy to nowoczesnego pomieszczenia z ogromną plazmą. W ogóle wszystko tu było ogromne i piękne. Spojrzałam na sofę na której siedziała Jane, Ronnie, jakaś baba i jakiś facet.
- Dobry. - powiedziałam cicho i kiwnęłam głową. Ciemnoskóry mężczyzna natychmiast wstał i mnie przytulił. Dobra.Aha jakiś nieznany mi pan mnie przytula. Po chyba, no nie wiem jakiś 10 minutach mnie wypuścił z uścisku. i powiedział.
- Tyle lat na top czekałem córeczko. - Zaraz..co!? Jaka córeczko. Czy to? Nie to niemożliwe. ja nie mam ojca, rodziców krewnych oprócz Jane.
- Słucham? - spytałam udając, ze nie dosłyszałam. Po mojej głowie kołatało się milion myśli na raz. Czy to może być prawda? Że mam ojca..jakąś rodzinę?
- Angelino, posłuchaj... - zaczęła tłumaczyć się ciotka.
- To ja mam ojca? - zapytałam cicho. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Przez ten dźwięk oczy zaszkliły mi się łzami. Nie chciałam żeby ktokolwiek widział, ze płaczę. Wrzasnęłam tylko coś w stylu "Nienawidzę was !" i wybiegłam z pokoju. Co oni sobie myśleli, że po tylu latach uciesze się, że mam ojca?! To się mylili. Biegłam właśnie obok lustra i przystanęłam przy nim. Spojrzałam w odbicie. Nigdy nie widziałam siebie w lustrze jak
płaczę...naprawdę.
Otarłam łzy policzków i szybko się odwróciłam. W tym momencie zderzyłam się z kimś czołami. Złapałam się za boląc miejsce i pobiegłam dalej. Wybiegłam z domu mojego "ojca" i popędziłam ile sił w nogach do jakiegoś sąsiedniego parku. Zaszłam na sam koniec ponurego mini lasku i przysiadłam na ławce. Podciągnęłam nogi po brodę i łkałam po cichu. Nie mogłam zrozumieć jak mogli mnie tak okłamywać. Przez całe życie nieświadoma tego, że mogłam mieć normalną rodzinę jak znajomi. Wyjeżdżać z rodzicami czy chociaż mieć rodzeństwo. Przez całe życie moim rodzeństwem byli Veronica,Jade,Perrie,Jay i Peter. Ukryłam twarz w nogach i dałam upust emocjom.
---------------------------------------
Sorcia, że tak długo :cc
środa, 19 czerwca 2013
czwartek, 6 czerwca 2013
1. "Postanowiłam, że już czas abyś poznała mojego brata."
*Oczami Angeliny*
Szłam brukowaną ulicą w centrum Londynu na spotkanie moją ciotką Jane. Kiedy dzwoniła miała bardzo poważny głos, więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Czułam, że te spotkanie zmieni na zawsze moje życie. Wiem...ironia., mam ogromną wyobraźnie. może chodzi tylko oto abym jej pomogła z zakupami, albo widziała kogoś palącego z mojej paczki. Skręciłam w wąską uliczkę i z daleka zauważyłam ciotkę, przestępującą z nogi na nogę i z założonymi rękoma.
-Co chcesz,bo trochę się spieszę.-powiedziałam przystając naprzeciwko niej.
- A co ? Znowu idziesz łazić z tą bandą kryminalistów ? -zapytała. Teraz wstąpiła we mnie złość.
- Mejbi. - odparłam. Jane przewróciła oczami i oznajmiła.
- Muszę ci kogoś przedstawić. - na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech.
- Nowy chłopak ?- spytałam zabawnie ruszając brwiami. Ciocia zaprzeczyła i pokręciła głową.
- Nie. Postanowiłam,że już czas abyś poznała mojego brata. Teraz miałam na twarzy wymalowane szczere zdziwienie. Brat ? Nigdy nic nie mówiła o rodzeństwie.
- Masz brata ? - zapytałam z niedowierzaniem w głosie. - I nie raczyłaś mi nic powiedzieć przez tyle lat ?
- Przepraszam. Angie po prostu nie miałam odwagi. - tłumaczyła się ciotka.
- Nie ważne.- odparłam i założyłam ręce. - Jest ktoś kogo jeszcze mam poznać ?
- Zostałyśmy zaproszone do jego domu,a z tego co wiem trzy córki i syna.
- Świetnie,a kiedy to ? - zapytałam od niechcenia.
- Dziś wieczorem. - odrzekła Jane.
- Nie mogę.
- Czemu ?
- Idę do Veronici.
- To się umów na kiedy indziej. - powiedziała ciocia.
- To pójdę teraz i wrócę. No właśnie o której mamy tam być ? - zapytałam.
- o 19. - odparła.
- Wrócę do domu o 18:30.
- Szybciej. Bo musimy dojechać do Bradford.
- To jak ty to sobie wyobrażasz ? Jest 14 mam dwie godziny z czego te 2 godziny zajmie mi dojazd i powrót od Ronnie. - zdenerwowałam się.
- Masz pecha. - odparła ciotka wzruszając ramionami.
- To ty będziesz go miała jak nie pojadę. - zagroziłam.
- Musisz jechać.
- Bo co ?
- Bo tak.
- To zabierzemy też Veronicę.
- To jest spotkanie rodzinne, a nie towarzyskie.
- Veronica to rodzina.
- A jak pozwolę jej jechać to już się zamkniesz ?
- No.
- Nie no tylko tak.
- No.
- Idź już po Ronnie.
- Ok. - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Przeszłam kawałek i wyszłam na główną ulicę. Doszłam do przystanku i czekałam na autobus który miał mnie zawieść do Ronnie. Podjechał długi, czerwony autobus i wsiadłam do niego. W środku było pełno ludzi. Po przepychałam się trochę aż w końcu jakiś chłopak w kapturze ustąpił mi miejsca.
*Oczami Perrie*
Umówiłam się z Jade, że pójdziemy z Peterem posiedzieć na torach. Byłam strasznie głodna, ponieważ rodziców nie było w domu, a lodówka powiewała pustkami. Niestety nie miałam przy sobie żadnych pieniędzy więc postanowiłam sobie coś wziąć ze sklepu.
Omiotłam wzrokiem wnętrze spożywczaka. Podeszłam do regału z chipsami i po cichaczu wrzuciłam do torby wielką paczkę Lays'ów. Jak gdyby nigdy nic wyszłam ze sklepu. Kiedy tak szłam zaczęły mnie ogarniać wyrzuty sumienia. Znikły natychmiast po tym jak otworzyłam paczkę i zaczęłam jeść.
*Oczami Petera*
- Babciu wychodzę ! - zawołałem na cały dom.
- Choć na chwilkę jeszcze tutaj - usłyszałem słaby głos babci Sophie. Pobiegłem do salonu, gdzie babcia właśnie dzieliła marihuannę na działki.
- Słucham ? - powiedziałem.
- Weź sobie dwie działki za pozmywanie naczyń. - zaproponowała podsuwając mi dwa woreczki zioła.
- Ok, dzięki. - podziękowałem i ukryłem to dobrze w plecaku. Wybiegłem z domu na spotkanie z Pezz i Jade.
Znowu to samo,niosę narkotyki, żeby je ćpać na miejscu śmierci moich rodziców. Może to nie jest najlepszy sposób okazywania tęsknoty ale innego nie miałem. Przecież nie będę całymi dniami tam siedział i beczał bo to bez sensu.
*Oczami Angeliny*
Nareszcie moja stacja. Wstałam i zaczęłam przepychać się między ludźmi aż do wyjścia. Autobus stanął gdy nagle ktoś wypchał mnie za drzwi,a ja upadłam na kolana. Natychmiast wstałam i otrzepałam się.
-Żesz, kurwa musiałam włożyć szorty. - mruknęłam sama do siebie.
Z lewego kolana zaczęła sączyć się krew, więc zaczęłam szukać w torebce jakiejś chusteczki.
- Boże, przepraszam, ktoś z autobusu mnie popchnął nie widziałem cię. - usłyszałam błagalny ton jakiegoś chłopaka przed sobą.
- Dobra, nieważne. - odparłam wzruszając ramionami. Był to ten sam zakapturzony chłopak który ustąpił mi miejsca.
- Krew ci leci choć do jakiejś apteki kupimy plastry. - zaproponował.
- Nie mam czasu muszę iść. - powiedziałam i szybkim krokiem odeszłam w stronę domu Ronnie.
Delikatnie zapukałam do drzwi domu przyjaciółki. Otworzyła mi ona sama, we własnej osobie.
- Hej, ubieraj się jedziesz ze mną. - powiedziałam na przywitanie.
- Że co !? - zapytała zdezorientowana Veronica.
- Jedziesz ze mną do Bradford. Wszystko opowiem ci w drodze ale choć szybko. - ponagliłam ją.
- No dobra, już. - odparła i chwyciła kurtkę. W drodze do przystanku opowiedziałam jej mniej więcej co powiedziała ciotka Jane i o spotkaniu z zakapturzonym osobnikiem.
Kiedy dojechałyśmy pod mój dom, przy samochodzie czekała już ciocia Jane. Wsiadłyśmy do samochodu i odjechałyśmy.
---------------------------------------------
Mam nadzieję, że nie nawaliłam z tym rozdziałem. Jeśli tak to przepraszam :***
Jeżeli to czytacie to skomentujcie. Chociaż jakiś króciutki komentarzyk.
Następny pojawi dopiero w piątek, albo sobotę ponieważ całe jutro mam zajęte.
xX
Szłam brukowaną ulicą w centrum Londynu na spotkanie moją ciotką Jane. Kiedy dzwoniła miała bardzo poważny głos, więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Czułam, że te spotkanie zmieni na zawsze moje życie. Wiem...ironia., mam ogromną wyobraźnie. może chodzi tylko oto abym jej pomogła z zakupami, albo widziała kogoś palącego z mojej paczki. Skręciłam w wąską uliczkę i z daleka zauważyłam ciotkę, przestępującą z nogi na nogę i z założonymi rękoma.
-Co chcesz,bo trochę się spieszę.-powiedziałam przystając naprzeciwko niej.
- A co ? Znowu idziesz łazić z tą bandą kryminalistów ? -zapytała. Teraz wstąpiła we mnie złość.
- Mejbi. - odparłam. Jane przewróciła oczami i oznajmiła.
- Muszę ci kogoś przedstawić. - na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech.
- Nowy chłopak ?- spytałam zabawnie ruszając brwiami. Ciocia zaprzeczyła i pokręciła głową.
- Nie. Postanowiłam,że już czas abyś poznała mojego brata. Teraz miałam na twarzy wymalowane szczere zdziwienie. Brat ? Nigdy nic nie mówiła o rodzeństwie.
- Masz brata ? - zapytałam z niedowierzaniem w głosie. - I nie raczyłaś mi nic powiedzieć przez tyle lat ?
- Przepraszam. Angie po prostu nie miałam odwagi. - tłumaczyła się ciotka.
- Nie ważne.- odparłam i założyłam ręce. - Jest ktoś kogo jeszcze mam poznać ?
- Zostałyśmy zaproszone do jego domu,a z tego co wiem trzy córki i syna.
- Świetnie,a kiedy to ? - zapytałam od niechcenia.
- Dziś wieczorem. - odrzekła Jane.
- Nie mogę.
- Czemu ?
- Idę do Veronici.
- To się umów na kiedy indziej. - powiedziała ciocia.
- To pójdę teraz i wrócę. No właśnie o której mamy tam być ? - zapytałam.
- o 19. - odparła.
- Wrócę do domu o 18:30.
- Szybciej. Bo musimy dojechać do Bradford.
- To jak ty to sobie wyobrażasz ? Jest 14 mam dwie godziny z czego te 2 godziny zajmie mi dojazd i powrót od Ronnie. - zdenerwowałam się.
- Masz pecha. - odparła ciotka wzruszając ramionami.
- To ty będziesz go miała jak nie pojadę. - zagroziłam.
- Musisz jechać.
- Bo co ?
- Bo tak.
- To zabierzemy też Veronicę.
- To jest spotkanie rodzinne, a nie towarzyskie.
- Veronica to rodzina.
- A jak pozwolę jej jechać to już się zamkniesz ?
- No.
- Nie no tylko tak.
- No.
- Idź już po Ronnie.
- Ok. - powiedziałam i odwróciłam się na pięcie. Przeszłam kawałek i wyszłam na główną ulicę. Doszłam do przystanku i czekałam na autobus który miał mnie zawieść do Ronnie. Podjechał długi, czerwony autobus i wsiadłam do niego. W środku było pełno ludzi. Po przepychałam się trochę aż w końcu jakiś chłopak w kapturze ustąpił mi miejsca.
*Oczami Perrie*
Umówiłam się z Jade, że pójdziemy z Peterem posiedzieć na torach. Byłam strasznie głodna, ponieważ rodziców nie było w domu, a lodówka powiewała pustkami. Niestety nie miałam przy sobie żadnych pieniędzy więc postanowiłam sobie coś wziąć ze sklepu.
Omiotłam wzrokiem wnętrze spożywczaka. Podeszłam do regału z chipsami i po cichaczu wrzuciłam do torby wielką paczkę Lays'ów. Jak gdyby nigdy nic wyszłam ze sklepu. Kiedy tak szłam zaczęły mnie ogarniać wyrzuty sumienia. Znikły natychmiast po tym jak otworzyłam paczkę i zaczęłam jeść.
*Oczami Petera*
- Babciu wychodzę ! - zawołałem na cały dom.
- Choć na chwilkę jeszcze tutaj - usłyszałem słaby głos babci Sophie. Pobiegłem do salonu, gdzie babcia właśnie dzieliła marihuannę na działki.
- Słucham ? - powiedziałem.
- Weź sobie dwie działki za pozmywanie naczyń. - zaproponowała podsuwając mi dwa woreczki zioła.
- Ok, dzięki. - podziękowałem i ukryłem to dobrze w plecaku. Wybiegłem z domu na spotkanie z Pezz i Jade.
Znowu to samo,niosę narkotyki, żeby je ćpać na miejscu śmierci moich rodziców. Może to nie jest najlepszy sposób okazywania tęsknoty ale innego nie miałem. Przecież nie będę całymi dniami tam siedział i beczał bo to bez sensu.
*Oczami Angeliny*
Nareszcie moja stacja. Wstałam i zaczęłam przepychać się między ludźmi aż do wyjścia. Autobus stanął gdy nagle ktoś wypchał mnie za drzwi,a ja upadłam na kolana. Natychmiast wstałam i otrzepałam się.
-Żesz, kurwa musiałam włożyć szorty. - mruknęłam sama do siebie.
Z lewego kolana zaczęła sączyć się krew, więc zaczęłam szukać w torebce jakiejś chusteczki.
- Boże, przepraszam, ktoś z autobusu mnie popchnął nie widziałem cię. - usłyszałam błagalny ton jakiegoś chłopaka przed sobą.
- Dobra, nieważne. - odparłam wzruszając ramionami. Był to ten sam zakapturzony chłopak który ustąpił mi miejsca.
- Krew ci leci choć do jakiejś apteki kupimy plastry. - zaproponował.
- Nie mam czasu muszę iść. - powiedziałam i szybkim krokiem odeszłam w stronę domu Ronnie.
Delikatnie zapukałam do drzwi domu przyjaciółki. Otworzyła mi ona sama, we własnej osobie.
- Hej, ubieraj się jedziesz ze mną. - powiedziałam na przywitanie.
- Że co !? - zapytała zdezorientowana Veronica.
- Jedziesz ze mną do Bradford. Wszystko opowiem ci w drodze ale choć szybko. - ponagliłam ją.
- No dobra, już. - odparła i chwyciła kurtkę. W drodze do przystanku opowiedziałam jej mniej więcej co powiedziała ciotka Jane i o spotkaniu z zakapturzonym osobnikiem.
Kiedy dojechałyśmy pod mój dom, przy samochodzie czekała już ciocia Jane. Wsiadłyśmy do samochodu i odjechałyśmy.
---------------------------------------------
Mam nadzieję, że nie nawaliłam z tym rozdziałem. Jeśli tak to przepraszam :***
Jeżeli to czytacie to skomentujcie. Chociaż jakiś króciutki komentarzyk.
Następny pojawi dopiero w piątek, albo sobotę ponieważ całe jutro mam zajęte.
xX
środa, 5 czerwca 2013
Od autorki ;)
Witam was wszystkich na swoim nowym blogu :3
Chciałabym parę spraw sprostować zanim zacznę tutaj pisać, a mianowicie:
- Danielle i Eleanor nie znają Angeliny,Veronici,Jade,Perrie,Jay'a i Petera.
- Zayn jego siostry i mama nie wiedzą o istnieniu Angeli.
- Angelina jest córką Yasira z pierwszego małżeństwa.
- Angela jest przekonana, że jest sierotą.
I najważniejsze:
Chciałabym parę spraw sprostować zanim zacznę tutaj pisać, a mianowicie:
- Danielle i Eleanor nie znają Angeliny,Veronici,Jade,Perrie,Jay'a i Petera.
- Zayn jego siostry i mama nie wiedzą o istnieniu Angeli.
- Angelina jest córką Yasira z pierwszego małżeństwa.
- Angela jest przekonana, że jest sierotą.
I najważniejsze:
LITTLE MIX NIE ISTNIEJE.
Jeszcze dziś postaram się dodać rozdział 1.
Do zobaczenia :33 Xx
wtorek, 4 czerwca 2013
Bohaterowie *____*
Angelina(Angela,Angie) Malik
(główna bohaterka)
Ma 17 lat. Córka Yasira Malika, ojca Waliyah, Zayna, Doniyah i Safaa'y. Jego trzy córki, syn i żona nie wiedzą o istnieniu Angeliny. Sama dziewczyna o nich nie wie i nie jest świadoma tego, ze w ogóle ma ojca. Mieszka razem z ciotką Jane w Londynie. Rzuciła szkołę rok temu. Całe dnie spędza ze swoją paczką włócząc się po mieście. Nakotyki to jej sposób na odstresowanie. Jest wredna i chamska. Mówi prawdę prosto w twarz i nie boi się bójek. Nie raz wracała do domu z pobita twarzą. Wygląda niewinnie ale to naprawdę silna dziewczyna. Uwielbia pozować do zdjęć które robi je jej najlepsza przyjaciółka Veronica (Ronnie). Do jej paczki należą: Ronnie,Peter,Jay,Perrie i Jade.
Veronica(Ronnie)Evans
Ma 17 lat. Córka pijaczki Dorothy. Ojciec dawno temu wyjechał za granice i wysyła pieniądze tylko dla Ronnie i jej brata Jay'a. Ma chłopaka Petera, który zaopatrza ich paczkę w zioło. Kocha tatuaże i robienie zdjęć. W przeciwieństwie do Angeli jest miła, pomocna i zawsze uśmiechnięta. Nie lubi kiedy ktoś się bije. Jest wielką fanką One direction. Jej ulubieniec to Niall.
Jade Amelia Thirlwall.
Ma 18 lat. Córka bogatej Normy Thirwall. Wychowała się bez ojca, ponieważ ten rozwiódł się z jej mamą. Bardzo emocjonalnie to przeżyła. Od tego czasu płaczę z byle powodu. Poza tym ma najwięcej energii z całej paczki. Zawsze wszędzie jej pełno. Uwielbia gazet o modzie i interesuje się nią. Kocha kokardy. Jest Directionerką tak jak Ronnie, a jej ulubieńcem jest Harry. W tajemnicy podkochuje się z Jay'u.
Danielle(Dan) Claire Peazer
Ma 25 lat. Jest córką Jona i Pat Peazer. Profesjonalna tancerka. Przez dwa lata uczęszczała do szkoły baletowej. Jest dziewczyną Liama Payne'a z One direction. Jest delikatna i wrażliwa. Nienawidzi kiedy ktoś dotyka jej włosów nawet Liam. Ma bardzo długie nogi.
Jay Evans
Ma 19 lat. Jest bratem Ronnie. Pali i pije od trzech lat. Nie ma dziewczyny ale w tajemnicy podkochuje się w Jade. Nosi rurki i full capy. Pracuje w barze mlecznym do którego często zagląda jego banda. Nie mieszka z mamą i Veronicą. Jest cierpliwy i troskliwy w stosunku do dziewczyn.
Perrie(Pezz) Louise Edwards
Peter Jones
Ma 18 lat. Wychowuje się u babci Sophie, ponieważ jego rodzice zginęli w wypadku kolejowym. Często namawia paczkę aby posiedzieli obok torów w miejscu gdzie powinien stać grób jego rodziców. Jego dziewczyną jest Veronica. Bardzo ją kocha. Jest directionerem. Jest cichy i najgrzeczniejszy z całej bandy. Jego babcia jest znaną dilerką w Londynie dlatego to Peter zaopatrza paczkę w zioło.
Eleanor(El) Calder
Ma 20 lat. Długonoga piękność z cudownymi brąz włosami. Spotyka się z gwiazdą 1D Louisem Tomlinsonem. Wychowana w luksusie chciałaby choć przez godzinę być dzieckiem z patologicznej rodziny poznać smak prawdziwego życia. Nieco chamska z charakteru, ale na ogół sympatyczna. Jest duszą towarzystwa.Chłopcy z One direction nazywają ją żeńską wersją Louisa ponieważ mają bardzo podobne zachowania.
One direction
Brytyjsko-Irlandzki boysband w którego skład wchodzą :
- Harry Styles (19l.)
-Liam Payne (20l.)
-Louis Tomlinson (22l.)
-Zayn Malik(20l.)
-Niall Horan(20l.)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








